czwartek, 18 lipcaWiadomości które się liczą
Shadow

Wizja „LSC” Oskara Hansena – z tarasami i z kolejką linową, była jedyną, dzięki której Przemyśl mógł być sławny jak Paryż. Niestety w „komunie” niewiele było możliwe.

W świetle powszechnej wiedzy, niektórzy będą uważać, że Przemyśl dzięki posiadanym zabytkom ma zagwarantowane miejsce w historii europejskiej architektury. I zapewne tak jest, bowiem pełno tu klasowych zabytków znanych architektów lwowskich, krakowskich czy nawet włoskich. W kategorii na jednego mieszkańca przypada ich tu ponad 1000. Najwięcej w Polsce, nawet więcej niż w Krakowie. Rzecz w tym, że żaden nie jest tak charakterystyczny jak wieża Eiffla. Żaden nie sławi Przemyśla w ten sposób, żeby przyjeżdżało tu rocznie 7 mln turystów, tylko dla niej i widoku z niej rozpościerającego się na miasto.

 

Przemyśl zazdrości Paryżowi

Niestety widoki z przemyskich wzgórz na dolinę Sanu i położone w niej miasto, to za mało na sławę porównywalną z paryską. Miasto długo zresztą nie dbało o miejsca widokowe. Poprawiło to się dzięki nie tak odległym inwestycjom, które już wymagają konserwacji a nawet remontu. Tak na Zniesieniu jak i na Winnej Górze.

Sławy Paryżowi pozazdrościł zapewne twórca legendy o przemyskim moście kolejowym, który swego czasu specjalnie ją nagłośnił. Według niej, przeprawa wyszła spod ręki Gustawa Eiffla lub z jego pracowni. Opowieść okazała się nieprawdą. Jej autentyczność obalił swoim historycznym śledztwem Piotr Michalski, znany lokalny miłośnik historii Przemyśla. Zatem historia jest inna, a legenda zostanie ciekawostką.

Inną ciekawostką, tym razem prawdziwą jest to, że już dawno Przemyśl, a nie Solina mógł mieć kolej linową. W dodatku ze specyficzną funkcją, w nietuzinkowym projekcie, zaproponowanym przez awangardowych na swego czasu projektantów. Czyli w okolicznościach, w jakich budowana była kiedyś wieża Eiffla. Nie bardzo wierzono, że w ogóle powstanie, a tym bardziej, że kupa metalu przysporzy ogromnej sławy Paryżowi. Oczywiście nie przesadzajmy, bo stolica Francji ma wiele atrakcji, dla których Paryż wybierany jest, jako cel romantycznych podróży, ale wieża stała się dominantą w przestrzeni urbanistycznej, co w promocji miast jest zasadniczym elementem, który ma się jednoznacznie kojarzyć z danym miastem i go wyróżniać. Porównywanie się do innych miast, to w promocji niepożądany kierunek.

 

Wyróżnij się, albo zgiń

Solinę dotychczas wyróżniały konotacje z Bieszczadami i zapora na Sanie. Ten wizerunek będzie teraz wzmacniała otwarta kolej linowa nad jeziorem solińskim. To jest najbardziej nowoczesna kolej w Polsce, w najpiękniejszym podkarpackim otoczeniu, dla wielu najciekawsza atrakcja w Bieszczadach, naj naj naj…  I o to „naj” w promocji miejsca chodzi.

Na to wyróżniające „naj” Przemyśl miał okazję w latach 70 ub. wieku, kiedy „On, Oskar Hansen, syn Rosjanki i Norwega, Polaka z wyboru, architekt wizjoner, idealista nieznoszący słowa krytyki i Ona – Zofia Hansen, świetna architektka, wcielająca w życie swoje szalone idee”, włączyli Przemyśl do Linearnego Systemu Ciągłego (LSC) – koncepcji, która miała odmienić życie mieszkańców Polski, a potem świata. Pisze o tym w swojej książce pt. Zaczyn Filip Spinger. Autor zwraca uwagę, że architekci już wtedy, mówili iż trzeba w końcu zerwać z centrystycznymi miastami.

 

Nowa wizja urbanistyczna

Jednak projekt szedł dalej. Dużo dalej, bo architekt był znużony już powielaniem starych systemów – „był renesans, artyleria i mury”. Myślał nad czymś nowym. Chciał połączyć polskie wybrzeże z górami czterema pasmami zabudowy (Wschodnim, Mazowieckim, Zachodnim I i Zachodnim II). Miały biec wzdłuż największych polskich rzek. Pomiędzy nimi  tereny rolnicze, lasy, obszary przeznaczone na rekreację i turystykę. Potem przemysł i znowu natura i pasmo mieszkalne. Wszystko to połączone ultra szybką komunikacją poprzeczną z systemem bezprzystankowego przesiadania się, a komunikację północ – południe miała zapewniać szybka kolej miejska i drogi.

Hansen chciał Polskę przemeblować, ale nie chciał niczego burzyć. Proponował zachowanie historycznych miast i podłączenie ich do systemu, zmniejszając zaludnienie. Chciał w ten sposób podsumować przeszłość i stworzyć nowe społeczeństwo gotowe stawić czoła wyzwaniom jakie przyniesie przyszłość. Mieszkańcy Linearnego Systemu Ciągłego żyć mieli między wysokiej klasy cywilizacją, a otwartymi terenami zielonymi. Mieli otwierać okna i popatrzeć na sarny pasące się na skraju lasu. Potem wyjść z domu, przejść sto metrów i wsiąść do kolejki, która zawiezie ich do pracy lub w odwiedziny do przyjaciół.

Czy to nie nasze obecne marzenia, życia w zgodzie z naturą i zastępowanie samochodów komunikacją publiczną…

 

Szalona wizja – stracona szansa

Dalej w książce Springera czytamy: Ktoś ten problem (i pomysł) dostrzega (…) i Hansen otrzymuje państwowe zlecenie na opracowanie koncepcji przestrzennego zagospodarowania kraju opartym na LSC. Był koniec lat sześćdziesiątych. W 1974 roku Hansen rozpoczyna opracowywanie fragmentu wschodniego pasma LSC od… Przemyśla.

– Trzeba nareszcie zdać sobie sprawę z konieczności mieszkania pod lasem – mówił Hansen.

Jako, że Przemyśl leży na wzgórzach, jego liniowa rozbudowa miała się oprzeć na jednym z nich. Architekci postanawiają uszanować wierzchołek, a domy umieścić na wyciętych w zboczu tarasach. Między poszczególnymi poziomami kursować miały windy.

– Ludzie będą mogli wjechać nimi na swój poziom mieszkalny i pójdą do domu już po swojej warstwicy – tłumaczył Oskar Hansen.

Nową dzielnicę architekci chcieli powiązać ze starym Przemyślem kolejką linową, bo ,,taka podróż nie odrywa od natury, ale z nią łączy’. To dlatego, dachy fabrycznych hal planowali wysypać żwirem albo obsadzić trawą, by wkomponowały się w krajobraz. Gdy w jednym z wywiadów Małgorzata Szejnert zapytała, z których elementów tej śmiałej wizji można by zrezygnować, otrzymała dość zaskakującą odpowiedź. Oskar Hansen rozpocznie bowiem długą litanię rzeczy, z których rezygnacja jest absolutnie niemożliwa i zagraża sensowności całego projektu. Gdy skończy, okaże się, że jest gotowy odpuścić jedynie kolejkę linową i żwir na dachach fabryk. A i to niechętnie – opowiada Szejnert.

Koncepcja i tak nie weszła w życie. Wcześniej i później powstawały w kolejnych miastach następne koncepty, projekty, makiety…

– (…) Pracując nad kolejnymi konkretyzacjami LSC, profesor (Hansen) trochę się w tym wszystkim zagalopował, twierdzi zaprzyjaźniona z rodziną Hansenów Hanna Szmalenberg,
– (…) kuriozalne rzeczy wydawały mu się realne. A przecież tak niewiele było wtedy możliwe.

 

Przemyśl dzisiaj, najpierw wizja, potem promocja

Dzisiaj też wiele rzeczy wydaje nam się nierealne. I to przeświadczenie króluje w królewskim mieście nad Sanem od lat. Tutejsze odwieczne „a po co” ,  jest jego zmorą. Może dlatego jest tak trudno wypracować idęę celu dla miasta. Inną sprawą jest to, że wiele tu jest potencjałów i nie łatwo zdecydować się na jeden z nich lub wymyśleć jeden, który by je łączył. A jeszcze trudniej skupić wokół nich ludzi, którzy zmian z zasady nie lubią.

 

Hopp Na Stok

Kiedy w grudniu 2019 roku, nie znając historii Hansenów i ich pomysłu na Przemyśl, założyłem na facbook’u stronę Hopp na Stok i opublikowałem intencję jej powstania, posypały się komentarze, że to, co w niej opisałem jest… nierealne, a przecież w porównaniu z tym, o czym marzył Hansen to pestka. Porównajcie Państwo sami:

   

 

Marzy nam się całoroczny Park Rozrywki i Rekreacji pod roboczą nazwą Hopp na stok. Z zimową i letnią trasą narciarską i saneczkową, sztucznym zimowym i letnim lodowiskiem, trasą dla kładów i skuterów śnieżnych, ze ścieżkami rowerowymi różnego stopnia trudności, letnim torem dla rolkarzy, ze sztucznym mrożeniem zimą dla miłośników szybkich łyżew, basen odkryty w formie naturalnego zalewu z piękną piaszczystą plażą i miejscami do leżakowania i opalania, saunami, ruską banią i czanami, bungie nad wodą i rowerami na linach, na których można by przejechać nad Sanem. Nie wspomnę o parku linowym, zjeżdżalniach linowych czy mega huśtawce na jakieś 10m wysokości. Oczywiście wszystko z pełnym zapleczem gastronomicznym i hotelowym przy parku oraz hotelem na Winnej Górze, gdzie inwestor zbuduje na dachu taras ogólnodostępny z widokiem na Śródmieście i Stare Miasto oraz wybuduje stację początkową Miejskiej Kolejki Gondolowej do Centrum i Muzeum na Moście Żelaznym oraz do Parku Rozrywki i Rekreacji HoppNaStok – do obecnej stacji dolnej kolei narciarskiej. I tak stok pracuje cały rok!

 

Co w Przemyślu uznano za nierealne, w Sanoku przez niewiele, ponad 5 lat, zostało zrealizowane i już turystyczna kolej gondolowa dla Przemyślu dominantą marketingową nie będzie. Co nie znaczy, że ma już szans, na jej wybudowanie. Gdyby tak łączyła funkcje turystyczne z miejską komunikacją publiczną jak w Meksyku, to byłaby jedyną w Polsce! Może warto jeszcze o to zawalczyć…

 

Turystyczne Serce Wschodu bez komunikacji

Niejednokrotnie na różnych łamach i w różnych publikacjach wracałem do tematu marketingowej dominanty, czy idei promocyjnej dla Przemyśla. Robiłem to przy okazji dyskusji o wizji dla Rybiego Placu, o zagospodarowaniu bunkra na Zniesieniu, o konieczności zmiany roli starego dworca kolejowego i przemianowaniu go na Centrum Promocji Turystyki Kolejowej czy Polski i Podkarpacia. Koncepcja Turystycznego Serca Wschodu też jest godna rozwinięcia z tym, że teraz musi uwzględniać nową sytuację geopolityczną. Ostatnie wydarzenia związane z kryzysem uchodźczym, potwierdziły konieczność wybudowania nowego Kolejowo-Autobusowego Centrum Komunikacyjnego, bo stary dworzec kolejowy nie spełnia współczesnych wymogów. Autobusowy nie spełnia żadnych! Parkingu brak, elektromobilność jest w powijakach. Rowerzyści doczekają w końcu kładki łączącej Śródmieście z Zasaniem przez stary most kolejowy.

 

Twierdza z nowym podejściem do dowodzenia

Opieranie promocji Przemyśla, w dobie toczącej się wojny na wschodzie, na historiach wojen poprzednich, kiedy musimy walczyć o obraz bezpiecznego miasta, do którego można przyjechać bez obaw, to karkołomne zadanie.

Od takich jest Przemyskie Stowarzyszenie Dobrego Wojaka Szwejka, które od 25 lat wypracowało model sztandarowej MIEJSKIEJ imprezy. Celowo wyróżniłem przymiotnik miejskiej, ponieważ przez ten czas, nie udało się jej nadać charakteru wielkiego krajowego czy europejskiego wydarzenia, a przecież taki potencjał ma. Miastu zawsze brakowało pieniędzy? A może Ratusz nie umiał wykorzystać i wesprzeć aktywności społeczników i nadać temu wydarzeniu odpowiedniej rangi z właściwą krajową i międzynarodową promocją?

Chwalenie się kilkudziesięciosekundowym „newsem” w Teleekspresie po Święcie Fajki, drugim sztandarowym eventem miejskim, jest żenujące.

 

 

Światowa Stolica Wolontariatu

Ta lansowana ostatnio przez władze Przemyśla wizja to mrzonka. Rzeszów dzięki centralnemu położeniu w województwie, przy autostradzie i z lotniskiem, z doskonałym zapleczem konferencyjno-kongresowym, gastronomiczno-hotelarskim, przejmuje właśnie wszystkie inicjatywy organizacji pomocy Ukrainie i współpracy międzynarodowej w tym zakresie. Zwłaszcza, że władze Przemyśla ograniczyły się w tym temacie jedynie do sformułowania hasła i nakręcenia jednego, skądinąd, dobrego filmu video.

Nie czarujmy się, Przemyśl może być jedynie kolejowym zapleczem i turystyczna bazą wypadową dla wolontariuszy po pracy i to tylko jak przygotuje ofertę Przemyśl Plus, czyli miasto i coś poza nim, w okolicy bliższej i dalszej, co licuje z koncepcją Turystycznego Serca Wschodu.

 

Nowa legenda dla mostu kolejowego

No i na koniec wróćmy do Eiffla, a właściwie do legendy mostu kolejowego, którego uratowanie wydawało się nierealne, a jednak grupie tworzącej Porozumienie MOST (8 organizacji, stowarzyszeń i osoby prywatne), wsparte 3 tys. podpisów mieszkańców, udało się naprawić błąd poprzedniego prezydenta Przemyśla i uratować nie jedną, a dwie linie kolejowe z przęsłami.

Upór, wiara, działanie – zakulisowe spotkania z lokalnymi politykami i działaczami oraz zarządcami przemyskich jednostek kultury oraz różne zbieżne okoliczności, np. zagrożenie wysadzenia w powietrze podobnego mostu na Dolnym Śląsku i deklaracja krajowego konserwatora zabytków, że żaden historyczny most w Polsce nie zostanie zniszczony, spowodowały zmianę pierwotnych założeń i wypracowanie nowej koncepcji, wg której nowy most powstanie po rozsunięciu na boki starych przęseł, na których powstaną kładka pieszo-rowerowa i nietypowe muzeum.

I tu należą się podziękowania dyrektorowi MNZP Janowi Jaroszowi, za przyjęcie idei zorganizowania na drugiej linii starego mostu oddziału Muzeum Ziemi Przemyskiej.

 

Trwają obecnie prace nad jego formą, która powinna wyróżniać Przemyśl nie tylko ideą ale koncepcją zagospodarowania, atrakcyjnością rozwiązań wystaw i ekspozycji zewnętrznej i wewnętrznych, z gastronomią, z platformą widokową i innymi atrakcjami.

Projekt musi iść dalej. Dużo dalej, bo turysta znużony jest już powielaniem starych systemów – „był renesans, artyleria i mury”. To powinna być nowa legenda Przemyśla. Tym razem prawdziwa, nie jak ta o moście Eiffla. Tylko prawda w marketingu miejsc potrafi się obronić. Obietnica promocyjna musi zostać spełniona, żeby informacja o niej została przekazana kolejnym potencjalnym turystom. Reklama przekazywana z ust do ust jest najlepszą rekomendacją dla Miasta.

Najpierw jednak musimy uwierzyć wszyscy, że jest to możliwe. Jak nie, to zostanie nam koncepcja Marcina Tkaczyka z Agencji S’SENSE, Przemyśla, miasta rencistów i emerytów, dobrego na starość, w którym życie płynie powoli i spokojnie, jak w ekskluzywnym sanatorium, No chyba, że zbudujemy tu Las Vegas. To jednak nie będzie jedyna w swoim rodzaju koncepcja. W dodatku jest  jeszcze bardziej nierealna, jak pokazało życie, od kolejki linowej, która powstała, ale w Solinie. Tam uwierzono, że to się może udać.

 

Mariusz Sidor

——————–

W tekście wykorzystano cytaty i fotografie z książki Filipa Springera pt. Zaczyn, o Zofii i Oskarze Hansenach.

Fotografie: KRM, zdjęcia własne, archiwum red. PSWSz, kurort Bukovel.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments